Jump to content

eishe

Members
  • Content Count

    36
  • Joined

  • Last visited

    Never

Community Reputation

0 Neutral

2 Followers

About eishe

  • Rank
    Piszący
  • Birthday 01/01/1
  1. Swego czasu była taka sprawa z firmą, która próbowała zastrzec sobie wyraz "mleko" jako znak handlowy. Z tego co pamiętam nie udało jej się to, choć tylko dzięki interwencji mediów - tzn znak zastrzegła, ale został jej odebrany . Jaki to ma związek z domenami? Ano taki, że jeśli wyraz-nazwa firmy posiada inne znaczenie, do którego odniesiemy naszą witrynę to sprawę w sądzie jeśli nie wygramy to możemy poprzeciągać latami. Nie można bowiem mówić, że strona o bogini Nike, pod adresem nike.org jest myląca dla użytkownika, bo to działałoby również w drugą stronę. Tzn. równie dobrze moglibyśmy oskarżać, że Nike utrudnia dostęp osobom poszukującym konkretnej wiedzy na temat wyżej wymienionej. Wygrałaby strona mająca lepiej opłaconych prawników, czyli prawdopodobnie nie my . Pytanie jednak czy firmie opłacałoby się wlec nas po sądach, skoro można to załatwić od ręki, po porównywalnych lub niższych kosztach (sąd, adwokat - to wszystko kosztuje). Jeśli narobić odpowiedniego szumu i mieć lobby polityczne to nawet w Polsce da się wygrać taką sprawę. Inna rzecz, że przy odpowiedniej kasie i zapleczu da się pchnąć wszystko.
  2. Patrzysz na to z zupełnie innej strony. Ja mówię o brutalnych realiach amrekańskiego rynku i prawa, Ty mówisz o sytuacji w Bydgoszczy. Ty mówisz o licencji, ja o regulaminie (mam tu na myśli ten dołączany do każdej transakcji, nie mam do niego linka, bowiem nigdy nie dokonałam żadnej transakcji, swoje informacje w całości opieram na ww artykule i komentarzach do niego). Jestem również daleka od bronienia w jakikolwiek sposób Amazonu, po prostu zwracam uwagę, że bardzo mało prawdopodobnym jest by firma ta przegrała sprawę w sądzie. Nie rozumiem też dlaczego stawiasz w opozycji stwierdzenia komplementarne. To dwa argumenty popierające jedną tezę trzeba naprawdę dobrze się zastanowić przed zakupem czegokolwiek na Amazon, a jeśli już się zdecydujemy, przemyśleć sprawę jeszcze raz Co do laptopa i podwyżki: Przem0l nei wierzę, że nie mógłbyś się zakręcić. W końcu Polak potrafi . Nie obraź się też, ale je nie mam jeszcze wykształcenia i nigdy nie będę miała Twoich zdolności, a jednak mam drugi etat, gdzie dostaję ciut więcej niż Ty . Nie mówię, żebyś się przepracowywał tyrając po 16h-18h, ale stać cię na lepszą robotę niż ta tu. Marnujesz się i tyle .
  3. Święte słowa Ralliart, my comp ma castle Jednak w tej sprawie cały problem polega na tym, że Amazon właśnie nie złamał umowy - zostawił sobie furtkę w regulaminie i z niej skorzystał. Podobnie jeśli chodzi o naruszenie praw: natychmiast po powiadomieniu wykasował treści, a to oznacza, że autor i konsument może mu co najwyżej... ponarzekać i zrezygnować z usług. Nie ważne jak bardzo nas to bulwersuje, Amazon raczej nie dostanie kary. Za to dał swoim klientom czytelny znak: u nas nie macie żadnych praw. Ciekawe kiedy tak będzie u nas?
  4. Z tego co wyczytałam to wygląda tak: najpierw powstaje lista wszystkich wiodących firm działających w UK. W tym roku było ich 1400. Następnie TCBA wybiera radę, skład której zmienia się co roku. Każdy z tych ekspertów przyznaje punkty od 1 do 10, nie mogą oni oceniać tylko tych firm, z którymi są bezpośrednio związani. Te które otrzymały najniższe wyniki są wykreślane, a resztę poddaje się ocenie Brytyjczyków. Próba liczy 2100 osób i (uwaga!) nie jest reprezentatywna, bo nie są uwzględniane mniejszości, nie podali też nic o grupach wiekowych, czy wykształceniu respondentów. Innymi słowy najprawdopodobniej ktoś im spieprzył statystykę licząc na to, że przy tak dużej próbie nie będzie to miało znaczenia . Kryteria zawarte w pytaniach: - jakość produktów i usług - solidność (na ile można polegać na firmie) - renoma (jak bardzo znana jest firma, czy jest znana również poza swoim sektorem) Na tej podstawie wybierane są Superbands, zgodnie z definicją marki o ustabilizowanej najwyższej renomie, które oferują klientom emocjonalne i/lub namacalne korzyści nad konkurentami, które klienci zauważają. Czy Microsoft jest taki super w tym kontekście? - jakość produktów - tu pojawia się bardzo wiele zastrzeżeń zwłaszcza w ostatnim czasie, jakość usług: pozostaje na poziomie, choć kosztuje krocie - solidność - mamy jej dowód w ciągłym opóźnianiu premier i niedotrzymanych obietnicach - renoma - tutaj głosy są sprzeczne, ale to temat do masarni Zaznaczyłam odpowiedź nr 2. Mimo wszystko korzystam z produktów Microsoftu jak miliony innych, więc nie powinno być dla mnie zaskakujące, że ludzie ją wybrali, czy się z tym zgadzam? Nie. (źródło wiadomości http://www.macdailynews.com )
  5. Przem0l, tak Polak potrafi, ale to byłoby piractwo Nie zamierzam tu dyskutować na temat takich rozwiązań. Co do czasu: pytanie brzmi czy bardziej rozwijające jest dla Ciebie szukanie innej księgarni internetowej, czy np. nauka śpiewania. Skoro koszt e-booka jest jak splunięcie, a szybkość i łatwość w zdobyciu go na Amazonie, czy innym podobnym serwisie nie pozostawia wiele do życzenia. Nawet jak znajdziesz jakąś księgarnię nie znaczy to, że przy kolejnej pozycji będziesz mógł z niej skorzystać, ze względu na ograniczenia asortymentu. Nie pisałam o zamkniętym formacie a o "własnym formacie", co oznacza tylko tyle, że odczytanie go jest utrudnione - wordem czy readerem nie dasz rady, oczywiście bez konwersji. To jest to o co mnie prosisz? Co do wypożyczania... nie do końca zgadzam się z tym określeniem, w końcu nie za każdym razem Amazon zabiera ci co kupiłeś, więc może lepiej "użyczanie na okres bezterminowy". Tutaj wszystko pasuje: płacisz, dostajesz i musisz oddać jak właściciel zechce. Swoją droga to bardzo korzystny rodzaj umowy wg polskiego prawa... oczywiście dla użyczającego. Jedyny mankament, że nie możesz użyczyć za opłata wyższą nić 1/2 wartości, lecz przy własności intelektualnej to może być mocno rozmyte No i znów pretekst, żeby się pochwalić 42" , nikt ci nie broni korzystać z laptopa, choć ja też preferuję papierowe wydania.
  6. Najgorszym antywirusem jakiego miałam byłą Panda, była to krótka i raczej bolesna przygoda tak dla mnie jak dla mojego komputera. Potem rzuciłam się na Avasta, lecz była to jeszcze jedna pomyłka. RAM był zżerany błyskawicznie i na moim niezbyt dobrym sprzęcie (512 - XP) nie dało się przy nim pracować. Od tamtego czasu przesiadłam się na Avirę i mimo zmiany sprzetu przy niej zostałam. Antywirus mocno średni pod względem skuteczności, ale daje maksimum wolności. Czasem jako drugi lądował Kaspersky, czasem Symantec w zależności z czym akurat miała umowę uczelnia/firma. Obecnie też mam jako drugiego ESETa, bo taki zainstalowali w firmie, a skoro już mamy licencję na 5 stanowisk za dużo to czemu miałby się to marnować . To dość dobry antywirus, z którym nie mam za dużo kłopotów, choć Ralliart i Przem0l pamiętają jak skończyła się próba instalacji u nas w pracy... ten relaksujący błękit i śnieżnobiałe litery, przy próbuje odpalania poważniejszych makr, a czasem i w innych momentach, ten brak połączeń... Ech...
  7. Właśnie dlatego ten news miał szansę zaistnieć. Już wcześniej zdarzały się podobne wypadki, ale nie były nagłaśniane (1999, 2001), bo dotyczyły tylko kilku egzemplarzy mało popularnych książek. To niezły paradoks, że trafiło akurat na tę pozycję. Da się to medialnie wykorzystać, stąd powstała afera. Znając życie Amazon i tak wyjdzie na tym na plus... bo ludzie zapomną dlaczego był szum, ale będa pamiętać, że był ad. 1 Ja wiem, że Polak potrafi. Zresztą to nie tyle kwestia ograniczeń soft'owych (choć też), ale w regulaminie, który musisz zaakceptować przy zakupie stoi wyraźnie, że otrzymujesz kopię wyłącznie "na użytek własny", a wykonywanie kopii, wypożyczanie i odsprzedawania są zakazane. ad. 2 Teoretycznie? Sklep. Praktycznie? Nie wiem... Ich posunięcie naraziło na szwank ich dobre imię, ciekawe jak postarają się to nadrobić? Bo już teraz NY Times mówi o tysiącach utraconych klientów, akcje firmy zadołowały i to w niebezpiecznym czasie: w końcu mamy kryzys. ad. 3 Obawiam się, że to nie jest pdf, ale "format własny", do którego odczytywania używasz programu z Amazona, który to program jak się okazuje może ci po prostu zjeść plik przy odpalaniu. I tak w regulaminie Amazonu stoi, że w wypadku zaistnienia wątpliwości Amazon zastrzega sobie prawo do modyfikacji zakupionych treści, w tym ich usuwania. Tak Przemku, będą cię ścigać, zresztą jaki ma sens kopiowanie czegoś, czego i tak nie odczytasz nigdzie indziej, bo twoja kopia jest przypisana do Twojego odtwarzacza za pomocą klucza? Może i jest sporo innych sklepów, ale niestety działają na podobnych prawach, więc żeby znaleźć taki, który daje gwarancję trzeba by ruszyć tyłek i szare komórki, a jak ktoś zarabia 40$ na godzinę (to nie jest duża stawka) to go 19 centów nie zbawi, a tyle kosztują najtańsze książki na Amazonie.Nawet jak to jest 19$ to i tak ekonomiczniej jest dla nich po prostu kupić tam gdzie łatwo niż stracić godzinę na szukanie innego sklepu z zadowalającą ofertą. W końcu czas to pieniądz. Może i jest tam ciemnogród, ale czy korporacjom i polityką zależy żeby było inaczej? Głupie masy łatwiej doić. U nas tak samo, w mitycznym kiedyś, czyli przed wojną, wyglądało to inaczej, ale teraz? Parcie na zachód to nic innego jak pogłębianie się różnic tak majątkowych jak i intelektualnych. Wracamy do epoki średniowiecza: umiejętność czytania i myślenia wśród "pospulstwa" zanika... a czyż wg założeń w erze kapitalizmu nie miało być odwrotnie? (źródło: Amazon.com i powyższy artykuł z NY Times + własne przemyślenia o ile można to tak nazwać )
  8. Sam fakt, że kupujecie od supersprzedawcy, tudzież osoby z dużą ilością pozytywów Was nie ochroni. Każdy powinien zdawać sobie sprawę, że stworzenie konta, a potem wystawienie kilkudziesięciu przedmiotów, które następnie kupujemy z innych kont/prosimy znajomych nie jest żadnym problemem, albo przez jakiś czas rzeczywiście sprzedajemy dobry towar i bardzo tanio, a jak już mamy w danym momencie odpowiednią ilość zleceń zwijamy interes i zostawiamy klientów na lodzie. Również zakupy w sklepach internetowych, które reklamują się posiadaniem siedziby w realu, nie powinny dawać nam pewności, bo taki sklep to bardzo często czyjaś ucharakteryzowana piwnica, albo tani lokal wynajęty na miesiąc. Co więc może nas ochronić przed oszustwem? Nic prócz zdrowego rozsądku i szczęścia, a i to nie zawsze wystarcza.
  9. News sprzed trzech dni, jednak ciekawy w kontekście wątku Kasjo (http://www.gurupc.pl/index.php?topic=133.msg1056;boardseen#new), mowa bowiem o internetowych zakupach i ich konsekwencjach. Witrynę Amazon.com znają chyba wszyscy, jest to potentat wśród internetowych księgarni, na szczęście nie w Polsce. Dlaczego pisze na szczęście? Otóż wyobraźcie sobie, że kupiliście e-booka. Transakcje została zaakceptowana, pieniążki przelane i żądany plik spłynął w cudowny sposób wprost do waszych rąk. Lektura was wciągnęła, ale ponieważ w przełożeniu na papier są to setki stron, w końcu wygrało zmęczenie. Następnego dnia budzicie się i od razu siadacie do... a przynajmniej próbowaliście usiąść do czytania, szybko bowiem okazuje się, że plik zniknął! Cały, samoczynnie, razem z waszymi notatkami. To właśnie spotkało 17.07.09 klientów tego serwisu. Jego właściciele tłumaczą, że nie mieli innego wyjścia. Okazuje się, że Amazon, sprzedał coś do czego nie miał praw i żeby uniknąć procesu wykasował e-booki zarówno z serwera jak i wszystkim swoim użytkownikom! To prawda pieniążki zostaną wam zwrócone, ale co z waszymi notatkami? Co z frustracją, wywołaną przez fakt, że skończyliście w najciekawszym rozdziale i teraz znów będziecie musieli szukać książki, czekać... Okazuje się, że klienci Amazon nie mają żadnych praw do tego co zakupili! Jakoś da się przełknąć, że nie można pożyczyć komuś swojego zakupu, to nawet zrozumiałe, że nie można odsprzedać przeczytanej książki, ale teraz nie można nawet być pewnym, że samemu się tę książkę będzie miało. Czym Wam to pachnie? A jeśli dodam, że tytuł tej feralnej pozycji to... "Rok 1984"? (źródło: http://www.nytimes.com/2009/07/18/technology/companies/18amazon.html?_r=1)
  10. To nie bug Przem0l, to szara rzeczywistość. Problem w tym, że Philipsy są jeszcze gorsze SHC 2000 to totalna porażka - więcej szumu niż muzyki. Celowo zaś unikam porównywania do słuchawek przewodowych, gdyż tu w jakości dźwięku panuje taka różnica klas, że byłoby to bezcelowe. Basy brzmią dobrze jak na słuchawki bezprzewodowe. Philips SHC 8585, który kosztuje 445-695zł ten dopiero gwałci basy, jednak wykonany jest o niebo lepiej i wygodniejszy w użyciu(ma je mój kuzyn). Philips jak się okazuje w bezprzewodówkach rządzi. Niestety inni producenci śpią - ich produkty w tym przedziale cenowym są nie do kupienia, lub nie spełniają podstawowych wymagań. Nie zmienia to faktu, że na Sennheiser'ach się zawiodłam. Masz całkowitą rację te słuchawki może i są bezprzewodowe, ale z kablem byłoby mniej kłopotu. Generalnie gdyby nie to, że termin minął jeszcze przed rozpakowanie słuchawek oddałabym je do sklepu, a tak pozostaje się męczyć... na szczęście nie mi. Tym cudownym prezentem został uszczęśliwiony przez swoich studentów mój ojciec. I wszystko jasne...
  11. Sennheiser RS 130 Wygląd: Specyfikacja: Typ: bezprzewodowe, otwarte Pasmo przenoszenia: 18-21.000 Hz Częstotliwość pracy systemu: 863 MHz...865 MHz Ilość kanałów: 3 THD (zniekształcenia harmoniczne) <0,5% Stosunek Sygnał/Szum 68 dB SPL (Sound pressure level) 104 d Zasięg: 100m - 150m Waga: ok. 280g Zasilanie: nadajnik - zasilacz 9V DC (w zestawie); słuchawki - 2 akumulatorki AAA (w zestawie) Czas pracy 20-25 h Rodzaj wtyku (nadajnik) pozłacany mini jack stereo 3.5mm W zestawie: 1 nadajnik TR130, 1 słuchawki HDR 130, zasilacz 9V DC, 2 akumulatorki AAA, 1 przejściówka pozłacana jack 6,3mm stereo - mini jack 3,5mm stereo Cena: 720 zł (katalogowa)/399,00 zł(przy zakupie na stronie producenta)/od 388 zł do 665 zł(skąpiec)/nie do kupienia na allegro Gwarancja producenta 12 miesięcy Pierwsze wrażenia: Opakowanie - solidny zielonkawo-brązowy karton o wymiarach ~30cmx45cmx25cm(nie ma szans - nie wejdzie do plecaka), w środku spora ilość tektury, trochę styropianu, wszystko w oddzielnych przegródkach popakowane w papier i folię. Nie ma szans, żeby uszkodzić w transporcie, kartonem można śmiało rzucać,a i tak po otwarciu okaże się, że wszystko jest na swoim miejscu. Jest jeden minus: po wyjęciu słuchawek szansa na to, że uda nam się wszystko ułożyć tak jak było wynosi jakieś 20%, przy założeniu, że chcemy spędzić na tym mniej niż 30 min. Wygląd - słuchawki oglądane na zdjęciu robią dobre wrażenie, jednak cyfrowa odbitka zderzenia z rzeczywistością nie wytrzymuje. Obudowa jest "bardzo plastikowa" i robi wrażenie tandetnej, to co można by wziąć za podróbkę skóry w dotyku przypomina folię, łatwo się elektryzuje(!) i lepi do włosów. Dodatkowo ów metalowy pałąk reklamowany na stronie producenta jako: "stalowe uszko ładujące do wygodnej ochrony i ładowania baterii słuchawkowych" odleciał jeszcze pierwszego dnia, co prawda dało się go bez problemu włożyć, jednak przy odkładaniu słuchawek trzeba uważać, żeby sytuacja się nie powtórzyła. Jak stwierdził serwis nie jest to wada wyłącznie mojego modelu, "te słuchawki już tak mają". Podłączenie - Kolejną rzeczą, do której będziecie musieli się przyzwyczaić wybierając model RS 130, to po prostu beznadziejny sposób wpinania kabla zasilającego do nadajnika. Znów, nie widać tego na zdjęciu, lecz między gniazdem, a końcem obudowy nadajnika ciągnie się mniej więcej 4,5 cm tunelik o średnicy niewiele większej niż wtyczka, co biorąc pod uwagę, że "twarda" część końcówki ma 3,7 cm sprawia pewne problemy. Na szczęście od spodu jest dojście: 1,5 cm na 2 cm, głębokie na ok. 3 cm - innymi słowy albo malutkie paluszki, albo kombinerki względnie cążki do paznokci... Wystarczyło odrobinę przesunąć gniazdo, albo zmienić design obudowy nadajnika, a nie tworzyć pustą przestrzeń tuz przed gniazdem. Wygląd powinien iść w parze z wygodą, a nie ją ograniczać. Dźwięk - Kiedy jednak założycie słuchawki na uszy i poświęci chwilkę na dostrojenie (co prawda w tym modelu wg instrukcji istnieje coś takiego jak "automatyczne wyszukiwanie i dostrajanie kanału do transmisji dźwięku ", jednak nie polecam, przy włączonej opcji słuchawki mają tendencję do wieszania się. Tak nie pomyliliście się te słuchawki się wieszają, przy nastawieniu na automat i jakichkolwiek innych słuchawkach w promieniu zasięgu.), więc kiedy: wybraliście kanał i dostroiliście słuchawki czeka was... rozczarowanie tym razem pozytywne. Na jakość dźwięku nie można narzekać. Basy są wyraźne, inne dźwięki czyste, praktycznie nie pojawiają się zakłócenia nawet przy bieganiu po schodach, czy po ogrodzie. Jeśli zamierzacie skosić trawę to nie nastawiajcie się też, że usłyszycie słodkie "brum" silnika, izolują od otoczenia niemal zbyt dobrze. W grach również sprawują się dobrze, choć nie tak rewelacyjnie jak zrobiłyby to słuchawki przewodowe, ale też i nie takie jest ich przeznaczenie. Drugie wrażenie, czyli Houston mamy problem. Jak już pewnie zauważyliście słuchawki te nie są pozbawione wad. Po pierwsze to feralne gniazdo przy nadajniku, po drugie "zwiecha" na automatyce (objawia się to tak, że słuchawki milkną i dalsza manipulacja przy nich nic nie daje - należy odłączyć nadajnik, wyjąć baterie ze słuchawek i złożyć wszystko jeszcze raz. Tylko jedna czynność nie skutkuje). Kolejną niezbyt zachwycającym elementem jest: "automatyczne włączanie/wyłączanie nadajnika"(cyt. ze strony producenta). System powinien działać tak, że gdy niczego nie słuchamy słuchawki wyłączają nadawanie i włączają je kiedy znów popłynie strumień z nadajnika. Niestety w praktyce działa to tylko w jedną stronę. Innymi słowy jak już włączy się tryb energooszczędny potrzebny jest reset słuchawek, co gorsza tej opcji nie można wyłączyć(!). No i najgorsza rzecz, która sprawi, że będziecie przeklinać ten zakup: powiedzmy, że słuchawki się zawiesiły, lub tez mieliście je podpięte do komputera i przełączacie do telewizora/laptopa etc. usłyszycie tylko błogą ciszę. Z wrażeniem, że coś jest nie tak spróbujecie wpiąć je z powrotem do komputera, albo przełączać do innych urządzeń. Nic. Wyłączycie i włączycie nadajnik/słuchawki - nic. Sprawdzicie 10 razy te dwa kabelki, baterie - wszystko na nic. Zanim w panice pognacie do serwisu, warto zapoznać się z ulotką. Otóż informuje nas ona, że sytuacja taka jest całkowicie normalna, trzeba wówczas wyłączyć zasilanie nadajnika. Nie muszę mówić, że jest to irytujące zwłaszcza, że preferowanym sposobem jest wyciąganie tej z gniazdka elektrycznego (jak już wiecie dostęp do gniazda przy nadajniku jest utrudniony - być może w celu przedłużenia jego żywotności, bo w końcu będziecie zmuszeni wpinać/wypinać kabelek kilka-kilkanaście razy dziennie). Dodatkowo musicie to robić również, gdy słuchawki stracą zasięg. Reasumując: mimo dobrej jakości dźwięku i wygody w noszeniu to najbardziej irytujące słuchawki jakie zdarzyło mi się testować. Z samej idei bezprzewodowość powinna zapewnić nam wolność i wygodę, a nie zmuszać do ciągłego biegania do nadajnika i wypinania wtyczki z kontaktu! Zdecydowanie odradzam każdemu! Za tą cenę można dostać o wiele wygodniejsze u jednego z konkurentów.
  12. O RIAA to chyba wszyscy mają podobne zdanie, więc nie dziwię się Moby'emu, niestety nic on nie wskóra. Co do ankiety moja odpowiedź brzmi: nie! Nie jestem za ściąganiem ścigania plików z sieci. Dlaczego? Bo to całkowicie legalna i bardzo wygodna droga: - aktualizacji produktów - zakupu nowych - pobierania darmowego oprogramowania Należy też pamiętać, że jeśli chodzi o muzykę czy filmy, samo ściąganie nie jest przestępstwem, więc nie rozumiem na jakiej podstawie ktoś miałby za to ścigać ludzi. Nie ma najmniejszego powodu by na tak szerokie pytanie odpowiadać twierdząco. Czy jestem za ściganiem piratów? To już inna kwestia, jednak ta ankieta mnie o to nie pyta inaczej niż topik w którym ją dodano.
  13. Pytanie jeszcze brzmi jak wygląda licencja. Może tam być na przykład punkt, zgodnie z którym wszelka modyfikacja kodu gry(więc również kraczydła) jest niedozwolona, albo punkt, że kupując produkt zgadzasz się na warunek wykorzystywania go tylko będąc online. Wówczas wgrywanie cracka by umożliwić sobie obejście bycia w sieci byłoby nielegalne. Osobiście uważam taki warunek za nie do spełnienia i jeśli jakiś producent ubzdura sobie, że może mnie do tego zmusić pięknie podziękuję za jego produkty. Jeśli zrobi tak spoooro więcej osób utrata gotówki będzie na tyle odczuwalna, że wybije im z głowy podobne niedorzeczności. Tylko żal dobrej gry...
  14. Możemy zrobić tak: 1,5 Przem0l 1 Ralliart 0,5 eishe 0 reszta bo podałeś tylko pół nazwy Twoje pytanie ni spełnia kryteriów, ale ja bym stawiała na: za długo grałeś w Archlorda, zamknęli pierkanię, więc poszedłeś do otwartego sklepu najbliżej, a wiadomo, że chleb na skrzynce browców waży sporo. Inna opcja: Kasjo powiedziała, że potem zmywasz, więc zmęczyłeś się profilaktycznie
  15. Cóż... nie do końca zgadzam się z decyzją, że punkt dla mnie, ale darowanemu punktowi... 1 Ralliart, eishe 0 reszta I moje pytanie, tym razem nie z branży filmowej: jak nazywał się unix sygnowany logo microsoftu?
×
×
  • Create New...